Uwielbiam momenty, kiedy ruszam gdzieś samochodem i zupełnie nie mam pomysłu na ścieżkę dźwiękową do trasy. Zmęczony słuchaniem playlist i brakiem nowych odcinków w ulubionych podcastach decyduję się na strzał w ciemno. Do omawianego dziś przeze mnie albumu trafiłem właśnie w ten sposób, zaintrygowany okładką i niemal pewnością, że mistrzyni słowa, jaką jest Katarzyna Nosowska dowiezie teksty, które zapamiętuje się na długo. Jak się okazało, był to strzał w dziesiątkę.
Odpal jako soundtrack i czytaj dalej:
„NIGREDO” – bo taki tytuł nosi dziesiąty solowy krążek artystki – odwołuje się do procesu alchemicznego zwanego zaczernieniem (rozkładu, dekompozycji), które miało być pierwszym krokiem do uzyskania kamienia filozoficznego, a także (według Carla Gustava Junga) zejściem w „ciemną noc” swojej psychiki.
Idąc dalej tym tropem można przypuszczać, że treść albumu Nosowskiej będzie z gatunku tych ciemniejszych i cięższych. I tak właśnie jest. Płyta wita nas niepokojem, a ledwo tlące się w tle ptasie trele zostają w jednej chwili złamane przesterowanym syntezatorem, i na szczęście nie jest to jedyny element zaskoczenia na tej płycie. A to, co mnie najbardziej zadziwiło, to duża dynamika utworów – z niemal zupełnej ciszy Nigredo potrafi przejść w ryk, co w dzisiejszych produkcjach jest już niezwykle rzadko spotykane i jest przejawem starej dobrej szkoły.
Skoro o produkcji już mowa – stoi za nią czterech panów, co ma swoje odzwierciedlenie bezpośrednio w okładce krążka w postaci kolorowych kwadratów. W gronie producentów znaleźli się:
- Paweł Krawczyk,
- Michał „Fox” Król,
- Andrzej Smolik,
- Marcin Macuk.
Za ich sprawą płyta ma cztery odcienie, a każdy z nich przenosi nas w inny klimat. Nie mamy tu jednak do czynienia z poszarpaną i niespójną zawartością, wręcz przeciwnie – sprawia to, że album nie nudzi i zwinnie żongluje nastrojem i dynamiką.
A słowa? Tu również nie ma zawodu, a groźba z utworu „Szkoda braw” na szczęście się nie spełnia. Bo Nosowska w NIGREDO nie żałuje słuchaczowi tego, co cenię u niej najbardziej, czyli przepięknych metafor.
Ciekawostką, a wręcz kosmicznym zrządzeniem losu jest fakt, iż artystka Kordylas, którą także cenię m.in. za singiel „Niemowa” zasłyszany niegdyś w opolskiej rozgłośni, również wydała płytę o nazwie „Nigredo”, mało tego – miała zostać wydana tego samego dnia co Nosowskiej! Na szczęście dziewczyny się dogadały i premiera płyty Kordylas została przeniesiona.
Mogę śmiało stwierdzić, że nowe dzieło Nosowskiej jest jedną z najlepszych rzeczy, jakie słyszałem w tym roku, a być może i najlepszą, jeśli chodzi o nasze polskie granie. I tak jak wielką literą pisane jest NIGREDO, tak i ja piszę: POLECAM.
Share this content:
Jeden komentarz